Miesięczne archiwum: Luty 2016

Początek

Łzy – taki był początek. Czarna rozpacz i poczucie niesprawiedliwości.
Nadzieja, że to błąd laboratorium, że to wcale nie prawda, że zły sen.
Niestety.
Pan Mąż – niepłodność pierwotna.
Machina ruszyła.
Mój ginekolog – inseminacja to w Państwa przypadku sztuka dla sztuki. Proszę poszukać dobrej Kliniki Leczenia Niepłodności.
IN VITRO.
W tym miejscu muszę się przyznać, że jestem położna (w zaistniałej sytuacji to wcale nic dobrego – o tym może innym razem) więc wiedziałam co mnie będzie czekało……. Ok bzdura. Gówno wiedziałam. Podręcznik podręcznikiem, a strach przed kolejnym wynikiem swoją drogą.
Aktualnie sytuacja przedstawia się następująco.
Jesteśmy na etapie kwalifikacji do procedury in vitro. Dla nie wtajemniczonych robimy setki badań (jeszcze nigdy się tak nie diagnozowałam ). Będę stymulowana długim protokołem więc aktualnie biorę tabletki antykoncepcyjne, dokładnie dzisiaj 6. Masakra.
Do tej pory badania które przeszłam:
- kariotyp, mutacje CFTR (wyszły ok)
- AMH (8,21)
- TSH (konsultacja u endokrynologa)
- badanie USG piesi (konsultacja u onkologa)
- estadiol, prolaktyna, FSH (ok)
- wymaz z szyjki Chlamydia (ok)
- cytologia (ok)
Nie będę pisać o badaniach które przede mną, bo to jakaś maskara. Dobrze chociaż, że wszystkie są z krwi, więc jedna wizyta w laboratorium załatwi sprawę.
Co ważne IN VITRO robimy komercyjnie, „łapiemy się” na dofinansowanie do leków.
OK myślę, że jak na pierwszy raz wystarczy.
ps. Mam świadomość, że ten wpis może być trochę chaotyczny i bez składu. Nigdy nie prowadziłam Bloga:). Może z czasem jakoś się poprawie.
ps1. Ja nawet nie wiem czy ktoś to będzie czytał