Miesięczne archiwum: Marzec 2016

Hodowla komórek dzień szósty

Wczoraj byłam na wizycie u gina. Poziom estradiolu (tylko to mi kazała zrobić) 51. Podobno jest ok. W USG widać w jednym jajniku ok. 8-9 komórek, a w drugim 7-8. Jak na razie są niestety jeszcze małe, więc zwiększono mi dawkę Puregonu do 150j.m. To się dopiero będzie działo:)
Puregon wywołuje u mnie okropne bóle głowy. Właśnie pod tym znakiem minęły mi Święta.
A propo Świąt to jakoś nawet mnie nikt o dziecko nie pytał :) – dziwna sprawa. Zaznaczam, że o naszym problemie wie tylko moja mama. Nie mniej jednak bardzo dobrze nie musiałam się tłumaczyć i kręcić. :)

W związku z bólami głowy jakoś nie mam apatytu, nie to żebym narzekała. Bałam się, że przytyje podczas stymulacji(chociaż do końca jeszcze trochę zostało). Wstępnie punkcję mam zaplanowaną na 08.04, więc już dużo nie zostało. Następną wizytę mam w piątek. Mam nadzieje, że moje jajeczka będą już znacznie dorodniejsze :)

Stymulacja – początek

Sernik w piekarniku :),a więc mogę nadrobić zaległości w pisaniu :)
Dzisiaj byłam u mojej gin. Rano badanie estradiolu i LH, a później wizyta.
Wyniki w normie :), w USG wszystko ok.
Zaczynamy stymulacje. Jak na razie 75 j.m. Puregonu do poniedziałku, we wtorek kolejna wizyta :)
Odbył się więc dzisiaj pierwszy inauguracyjny „zastrzyk” w obecności Pana Męża, który jak tylko zobaczył do tego zestaw to się spocił (biedny on – zawsze bał się takich rzeczy :) ). Z racji mojej profesji nie stanowiło to dla mnie większego problemu. Bach, bach i po sprawie.

Jak już pisałam wcześniej od poniedziałku przebywam na zwolnieniu. I zamiast słodkiego lenistwa opanował mnie szał sprzątania. Nie wiem czy to wiosna, czy mechanizm obronny przed rozczulaniem się nad sobą, ale nic tylko latam ze ścierką :) – przynajmniej jakiś pożytek :). Ale żeby nie było za różowo „hormonalna menopauza” daje o sobie znać. Najgorsze są uderzenia gorąca – koszmar. Siedzisz sobie a tu nagle jak na ceremonii w saunie. Fala idzie od dołu do góry. :) Masakra. Na szczęście trwa to krótko, więc jakoś da się znieść:)
Psychicznie jest ok :) Taka jakaś spokojna jestem, wyciszona. Jednak bez przesadnego optymizmu. Nie chcę się na nic nastawiać. Staram się myśleć, że to na co miałam wpływ zrobiłam, a reszta zależy od losu. Ok może inaczej, boję się nastawiać na cokolwiek. Boję się rozczarowania. Obrałam więc taktykę małych kroków. Powolutku dzień po dniu. Bez dalekiego patrzenia w przyszłość.

Hormonalna menopauza

A więc zaczęło się na dobre.
Wczoraj zrobiłam sobie pierwszy zastrzyk z Diphereline. Ma on za zadanie wywołać w moim organizmie stan hormonalnej menopauzy (tak mi się jakoś spodobało to określenie). Dzisiaj biorę ostatnią tabletkę anty.
Długo na to czekałam. Czekałam, żeby móc powiedzieć „Rozpoczęłam procedurę”.
Mój cel na teraz – pozytywne myślenie, skupienie się na sobie i odpoczynek. :)

Trochę o mnie……..

Na dworze iście brytyjska pogoda. Jakoś tak za nic nie mogę się wziąć, kompletna niemoc :). Na dodatek wczorajszy dyżur nieźle dał mi w kość ( ilość urodzeń na moim Bloku Porodowym ni jak się ma do niżu demograficznego).
Korzystając więc z wolnej chwili postanowiłam napisać trochę o mnie.
W tym roku kończę magiczne 30 lat. Od prawe 6 lat jestem szczęśliwą mężatką. Od 3 lat pracuje w miejscu moich marzeń, czyli na Bloku Porodowym. Do szczęścia brakuje tylko jednego…..
Jak wynika z powyższego mężatką zostałam dość szybko :), nie w głowie mi było wtedy macierzyństwo. Moje życie koncentrowało się wtedy na moim Mężu, studiach, przyszłej karierze oraz przyjemnościach :)
Zostanie mamą w tamtym czasie budziło we mnie bunt. Stereotyp matki polki, nigdy do mnie nie pasował. Uważam się raczej za jedna z wyzwolonych kobiet….równouprawnienie i te sprawy…:) Wszystkim powtarzałam, ze na dziecko to ja mam jeszcze czas. Trwało to dość długo, a wiecie jak to jest w rodzinie. Porządek musi być, był ślub to musi być dziecko. Pytania powtarzały się przy każdej nadarzającej się okazji, co budziło we mnie nie małą irytacje.
Wszystko zaczęło się zmieniać od czasu podjęcia pracy w szpitalu. Patrzyłam na matki tulące nowo narodzone dzieciaczki i złapałam się na tym, że w mojej głowie tworzy się wyobrażenie mojego małego cudu :)
Pewnego dnia gotując obiad :) doszło do mnie, że w środku gdzieś tam jest jakaś pustka, wolne miejsce….
Oświadczyłam Panu Mężowi CHCE MIEĆ DZIECKO…. Nawet nie wyobrażacie sobie jego miny…ja zatwardziały przeciwnik macierzyństwa….haha.. Sama nie wiem, to tak po prostu zaskoczyło… Przyszedł dzień… i bam…chcę być mamą. Nie mam pojęcia czy to fenomen hormonów, wieku, a może głęboka potrzeba…
Starania zaczęliśmy od razu :) Najgorsza była pierwsza niechciana miesiączka, pierwsze rozczarowanie, przepłakany cały dzień. Wiedziałam, że to przecież nic strasznego znam statystyki, przecież jestem położną, wiem jak to wszystko funkcjonuje. Potem była jeszcze jedna i jeszcze jedna i jeszcze większy płacz.
Moja intuicja (a może niecierpliwość???) podpowiadały mi, że coś jest na rzeczy. Poszłam więc do gina, który uśmiechnął się pod nosem słysząc, że staramy się kilka miesięcy, a ja się denerwuje…..
Zrobiliśmy badania kontrolne i wyszło…….. Pan Mąż miał dramatyczne wyniki nasienia…….
Resztę już znacie….
Taka moja droga może nie długa, ale dla mnie trudna, nieoczekiwana, stresująca…

Jest plan !!!!

Wczoraj odbyła się dłłłłuugggooo wyczekiwana wizyta kwalifikująca. Nieuzasadniony dla mnie stres towarzyszył mi cały dzień, czego efektem było na błysk wysprzątane mieszkanie :)
No dobrze ale przejdźmy do konkretów.
Wszystkie badania z Panem Mężem mieliśmy ok. Poza dwiema konsultacjami: endokrynologiczną oraz onkologiczną.
U endokrynologa bez zawirowań, Pan Profesor stwierdził, że nie może się czepiać mojej tarczycy.(sympatyczny starszy Pań, który stwierdził, że dzisiejszy lekarze to już nie mają się czego czepiać, a ginekolodzy to już w ogóle masakra).
Onkologa musiałam odwiedzić, ze względu na dużą torbiel w lewej piersi. Pan onkolog stwierdził, że to pewnie nic poważnego, ale dla mojego spokoju zrobimy punkcje. No i tu wyszło moje „medyczne przeczulenie”
pewnie nie ma takiego zwrotu – ale jakoś tak mi to pasuje do sytuacji.I pomimo tego, że Pan doktor nie nalegał pozyskany z punkcji materiał wysłałam do badania histopatologicznego.
O zgrozo, bo jak się później okazało u mojej gin bez tego nieszczęsnego wyniku nie możemy rozpocząć stymulacji. Na szczęście moja kochana koleżanka postara się o wynik na cito, więc sytuacja uratowana. UFFFff:)
Plan przedstawia się następująco:
– 14 marca zastrzyk domięśniowy z Diphereline 3mg (ze względu na moje wysokie AMH) moja gin zdecydowała mnie wyciszyć tym jedną iniekcją (niestety lek nierefundowany)
– 25 marca rano badanie poziomu FSH i estradiolu o 14.00 wizyta (stymulowana chyba beEdę Puregonem??? )
– planowana punkcja 8 kwiecień :)
Wszystko więc wskazuje na to, że moje jajeczka zaczną rosnąć w Święta Wielkanocne :), taki zabawny zbieg okoliczności :)

Czekanie, oczekiwanie, wyczekiwanie…………

Mam wrażenie, że jak do tej pory tylko czekam. Na wyniki badań, na konsultacje, na terminy.
Jaką to budzi we mnie frustracje, potęguje lęki. Wiadomo jak to jest im więcej masz czasu do jakiegoś wydarzenia, tym w głowie układa się więcej możliwych scenariuszy(niekoniecznie tych dobrych).
W czwartek mam wizytę u gina. Mam już całą potrzebną tonę badań. Dzięki Bogu wszystkie wyszły ok, więc spodziewam się usłyszeć same konkrety. Od kiedy co i jak :)
Jak już wspominałam jestem położną i pracuje w szpitalu w systemie zmianowym, więc dla dobra swojego i „moich” pacjentów postanowiłam na czas stymulacji wziąć zwolnienie. Nie wiem czy to przysłuży się mojemu zdrowiu psychicznemu, ale wolałabym jednak ten czas spędzić w domu.
Zapobiegliwie ułożyłam sobie listę spraw do zrobienia. Takie tam generalne porządki, przesadzanie kwiatków, nadrabianie zaległości w literaturze itp. Na pewno będę też więcej pisać i na bieżąco śledzić losy innych „staraczek”.
To zabawne, że człowiek nie zdaje sobie sprawy ile ludzi zmaga się z danym problemem do czasu aż sam zaczyna się z nim zmagać. Co jakiś czas trafiam na nowy blog, na inna historię, inne zmagania, doświadczenia. Myślę, że my kobiety jesteśmy niesamowite. A to jak potrafimy się wspierać, podtrzymywać się na duchu, wymieniać doświadczeniami!!!!!
Czytanie tych wszystkich blogów pozwoliło mi „oswoić” się z tym tematem od praktycznej strony.
Dziękuję wszystkim BLOGERKOM:)