Miesięczne archiwum: Maj 2016

W pędzie…..

Ostatnio jakoś nie miałam czasu niczego nabazgrać….
Wciągnął mnie szalony rytm pracy, codziennych spraw. Szaleństwo :)
W zasadzie nic ciekawego u mnie nie słychać. Zatopiłam się w codzienności…….o jak bardzo mi z tym dobrze. Nie rozmyślam, nie analizuje – żyje z dnia na dzień.
Od czasu do czasu pojawi się z tyłu głowy myśl, że jeszcze tyle mnie czeka, tyle przede mną znaków zapytania. Staram się jednak nie zatracać w tych myślach, bo powodują u mnie stany rozdrażnienia i znacznego pogorszenia nastroju.
Nauczyłam się o tym nie myśleć. Skupiam się na pracy, na sobie. Zrobiłam sobie taki urlop od niepłodności.
Organizujemy wyjazd na wczasy, jutro wyruszamy na krótki wypad nad morze. Już nie mogę się doczekać :)
Pomimo zmiennej pogody oraz zimnej wody uwielbiam polskie morze. Ma w sobie taki niepowtarzalny urok. Mogłabym godzinami siedzieć na plaży i gapić się w fale :) Strasznie mnie to relaksuje i odpręża :)

Jedne co kwestii działania w kierunku poczęcia to Pan Mąż rozpoczął ostrą suplementację. Ja tam nie do końca w to wierzę, ale skoro on ma taką potrzebę to ja nie mam nic przeciwko. Zaszkodzić mu nie zaszkodzi, a nóż pomoże.
Przyjmuje więc:
- Selen
- Salfazin
- L-kartyninę
- Kwas foliowy
- Macę
Jeśli chodzi o macę to muszę napisać o tym kilka słów.
O tym specyfiku Pan Mąż wyczytał na bocianowym forum dotyczącym poprawienia jakości nasienia.
Otóż jest to sproszkowany korzeń rośliny, która rośnie w Andach i ma (ponoć) niesamowite właściwości. Długo by wymieniać wszystkie, te które nas dotyczą bezpośrednio to właśnie znaczna poprawa jakości nasienia. Takim małym bonusikiem jest też zwiększenie libido :) (żeby dotrzymać kroku sama też jem :) ). Na jakieś oficjalnej stronie producenta przeczytałam iż maca jest alternatywą dla metod wspomaganego rozrodu.
Bardzo sceptycznie podchodzę do tej sprawy, ale co tam spróbujemy, a może pomoże :)
Ustaliliśmy, że po 3 miesiącach Pan Mąż zrobi badanie nasienia i zobaczymy czy nasza kuracja przyniosła jakieś efekty.
Muszę przyznać iż jestem bardzo ciekawa tych wyników. Tym bardziej iż na tą chwilę niepłodność mojego małżonka jest idiopatyczna. Bardzo lubię to określenie w medycynie. Najłatwiej jest powiedzieć, że coś jest po prostu niewytłumaczalne.

Codzienność

Wczoraj minął miesiąc od transferu…….
Z jednej strony mam wrażenie, że to było lata świetlne temu, a z drugiej….powinnam się dzisiaj cieszyć pikającą kropeczką w obrazie USG.
Dopadło mnie wczoraj jakieś przygnębienie. Oglądałam głupi serial i oczywiście co…..babka zaskoczona, że jest w ciąży i to bliźniaczej. Łzy leciały po policzkach jak oszalałe. Płakałam pierwszy raz od ujemnej bety.
Na co dzień się jakoś trzymam. Uśmiecham się, staram się być „normalna”.
W pracy mam tyle zajęć, że nie mam czasu się zastanawiać nad niczym innym jak tylko praca :). Zresztą ciężarne, noworodki i cud narodzin to dla mnie chleb powszedni.
Widząc jednak na ulicach mamuśki z wózkami czuję jak małe igiełki zazdrości atakują moje serce. To takie wstrętne uczucie, nie chciałabym tak czuć. To nie jest w porządku. Z drugiej jednak strony nie jest w porządku, że ja z tym wózkiem nie mogę spacerować.
Jakie to wszystko jest ciężkie i pokręcone. Czasami sama nie ogarniam swoich emocji ani reakcji. Brakuje mi cierpliwości i tak dużo jest we mnie złości. Złości na wszystko i na wszystkich. Chociaż w środku wiem, że za moją sytuację nie mogę nikogo obwiniać.
Żal mam tylko do rządu, do tego zacofanego kraju za te wszystkie ograniczenia i stawianie dodatkowych przeszkód i barier. W czerwcu kończy się program rządowy, a z nim prawdopodobnie dofinansowanie do leków. I to się nazywa polityka prorodzinna – masakra. Jeszcze jak usłyszałam o projekcie zapładniania jednej komórki to myślałam, że mnie szlak trafi. Czy ci ludzie w ogóle mają pojęcie o IVF. To jest jakieś nieporozumienie. Ja przy zapłodnieniu 6 zostałam z niczym wydając przy tym furę pieniędzy. Nawet nie chcę sobie wizualizować sytuacji kiedy ta ustawa zostanie przegłosowana.
Zupełny brak wyobraźni – tak można określić to co się wyrabia w tym kraju.

Abstrahując od emocji, to może życie po powrocie do pracy toczy się jak zwykle w zawrotnym tempie, od dyżuru do dyżuru. Tydzień za tygodniem mija nawet nie wiem kiedy.
Zgodnie z założeniem wzięłam się za swoją figurę przed urlopem. Dieta i ćwiczenia z Chodakowską dają pierwsze efekty. Zaczęłam też przegląd letniej garderoby – no cóż jak zwykle – nie ma się w co ubrać :). Pierwsze letnie zakupy już za mną.
Do urlopu jeszcze miesiąc, więc powinnam się wyrobić :)

Trwam w oczekiwaniu na lepsze……………..

Powrót

Wróciłam do pracy, powoli wracam do normalnego rytmu.
Niepowodzenie powoli odchodzi w zapomnienie i dalej tym samym szanse na nowe nadzieje.

Jestem po dwóch dyżurach w szpitalu. Po dwóch mega pracowitych dyżurach. I wiecie co wcale nie było tak źle. Koleżanki nie wypytują, nie dociekają i co najważniejsze nie patrzą z politowaniem.
Wróciłam do pracy – do ciągłego zmagania się z ludzkim bólem, lękiem ale też do cieszenia się z jednej z najpiękniejszych chwil jakie może przeżyć kobieta. Wczoraj pomogłam przyjść na świat pięknemu małemu chłopczykowi. Zapomniałam już jaka to adrenalina, jakie emocje, jaka radość i jaka satysfakcja.
Tak bardzo się bałam, że przez mój żal nie będę mogła być taką położną jak zawsze. Jak dobrze, że się myliłam:)
Podczas mojego pierwszego dyżuru po powrocie (dyżur nocny) przyjęłam kobietę po IVF. Miałam kłopoty z nadciśnieniem. Czas pozwolił mi na to, że mogłam poświęcić jej dużo czasu, a co za tym idzie mogłyśmy spokojnie porozmawiać.
Ta sytuacja uświadomiła mi (może to trochę górnolotne), że dzięki moim doświadczeniom mogę być lepszą położną. Przecież ja rozumiem, aż za dobrze rozumiem przez co musiały przejść te kobiety żeby się znaleźć na Bloku Porodowym.

Poza pracą zajmujemy się teraz z Panem Mężem planowaniem urlopu. Tym się teraz cieszę. Dwoma tygodniami spędzonymi daleko stąd.
Minął najgorszy etap rozczarowania. Odkopujemy w sobie nowe pokłady nadziei. Żartujemy, że może na urlopie zrobimy naturaska :) Kto wie…..może.
Musimy się teraz skupić na rzeczach pozytywnych.
Jak powiada Mąż „Przegraliśmy bitwę, ale wygramy wojnę.”