Miesięczne archiwum: Czerwiec 2016

Wyczekane wakacje

Wczoraj w końcu podjęliśmy decyzję – w niedziele lecimy na Krete :) Nareszcie……..wakacje……..

Po ostatnim zawirowaniu zbierałam się kilka dni. Kurczę za każdym razem potrzeba mi więcej czasu, żeby się doprowadzić do porządku. Myślę, że pomógł mi w tym nawał pracy i mała alkoholizacja z koleżanką :)
Wszystko jest dobre, żeby odpędzić od siebie złe myśli.

Przez te ostanie przygnębienie zapomniałam napisać, że miesiączka przyszła jak w zegarku. Czekałam na nią, wiedziałam, że przyjdzie. Nie było łez, rozczarowania, dramatu. Założyłam sobie że na pewno nie jestem w ciąży. Między nami – nie za bardzo wierzę w cudowne, naturalne poczęcie. Jest mi z tym dobrze. To taka moja strefa komfortu, bariera bezpieczeństwa. Nie nastawiam się na nic. I tak mi jest dobrze. Nie ma zaglądania w majtki, wsłuchiwania się w siebie w poszukiwaniu najmniejszych objawów.
Pan Mąż nie jest zadowolony z mojego podejścia. Trudno. Ja sobie w ten sposób radzę z tą sytuacją. On wierzy, wierzy, że się uda. I dobrze, niech wierzy za nas dwoje.
Czasami mam wyrzuty sumienia, że nie daje nam szansy. Z drugiej jednak strony uprawiamy seks w okresie owulacyjnym, więc to z mojej strony taka szansa :). Wiem głupie, te moje myślenie. Trudno. Taka już jestem, trochę pokręcona :)

Jutro dniówka, w sobotę nocka i w niedzielny wieczór startujemy. Matko jak ja nie lubię latać… Jakoś będę musiała to przeżyć. Cały czas będę myśleć o leżaku, plaży i dobrej książce. Już nie mogę się doczekać….
Jeszcze nie byłam w Grecji. Tym bardziej jestem ciekawa.
Mam nadzieje, że to będzie udany urlop.
Urlop od pracy, niepłodności, in vitro, od myślenia o dzieciach i ciąży.
Będę JA i ON.
Będzie tak jak gdyby nic innego nie miało znaczenia……..:)

Poplątane emocje

Sama nie wiem od czego zacząć, bo to wszystko jakieś takie dziwne.
Może zacznę od tego,że wypad nad morze zaliczam do udanych :). Pogoda może nie była za rewelacyjna, ale przynajmniej nie padało :). Spędziliśmy czas na długich spacerach i rozmowach.
Oczywiście wszędzie pełno rodzinek z małymi dziećmi i babeczek w ciąży – o zgrozo!
Kiedy siedzieliśmy z Panem Mężem na popołudniowej kawce wywiązała się między nami rozmowa na temat posiadania dziecka. Tak bardzo go chcemy, a tak mało rozmawiamy na temat tego jak bardzo zmieni się nasze życie kiedy ono się wreszcie pojawi. Jak bardzo nasz poukładany świat wywróci się do góry nogami.
Jesteśmy ze sobą prawie jedenaście lat i zawsze tylko we dwoje. Może nie prowadzimy jakiegoś super rozrywkowego życia, ale nie mamy też żadnych ograniczeń. Generalnie robimy co chcemy i kiedy chcemy. Nie musimy się z nikim liczyć i za nikogo być odpowiedzialnym. Kurcze takie to ciężkie do ogarnięcia głową, że będziemy kiedyś w trójkę, a może nawet w czwórkę.
Wiem, że to dziwne patrząc na to przez pryzmat sytuacji w jakiej się znajdujemy. Mamy problem z poczęciem, a ja się rozwodzę nad tym jak to będzie kiedy nam się uda. Powinnam się skupić na tym, żeby się nam udało, a nie obawiać się tego co będzie jak nam się uda.
Nawiązując jednak do tytułu postu ostanie kilka dni jest dla mnie jakieś wyjątkowo ciężkie. W mojej głowie kłębi się tyle niepoukładanych myśli a w sercu tyle sprzecznych emocji.
Dwa dni temu dowiedziałam się o kolejnej ciąży, tym razem w rodzinie Pana Męża. Może to wywołało ten cały bałagan myśli, a może dołożyło tylko ognia do pieca. Trudno mi to osądzić.
Jestem strasznie rozdrażniona, zła i smutna. Nie muszę chyba pisać na kim się to odbija. W pracy nie mogę sobie pozwolić na uwolnienie tych emocji, więc wszystko wychodzi ze mnie w domu. Niestety skutkuje to napiętą atmosferą. Nie mogę sobie z tym porodzić, wszystko mnie irytuje żeby nie napisać dosadniej..
Pan Mąż jest generalnie skupiony na zbliżającym się urlopie i ciężko z nim porozmawiać ja jakiś inny temat. Nie mogę go za to winić. Jest zmęczony i po prostu chce odpocząć.
Ja chyba pierwszy raz w życiu jakoś nie podzielam jego euforii. Przytłacza mnie ogrom rzeczy jakie muszę ogarnąć do wyjazdu (zostało niecałe dwa tygodnie). Nawet zakupy, na które muszę się wybrać nie poprawiają mi nastroju.
Chciałabym poczuć tą lekkość, beztroskę i podekscytowanie. Zamiast tego męczy mnie żal, ogromne poczucie niesprawiedliwości i ta piepszona złość.
W moim otoczeniu uchodzę za bardzo silną osobę. Wszystkie koleżanki nie mogą wyjść z podziwu jak dobrze radę sobie z tą sytuacją. A ja mam czasami wrażenie, że wcale sobie nie radzę. Wystarczy jedno zdanie o kolejnej ciąży w otoczeniu, a ja rozpadam się na kawałki i chodzę kilka dni do tyłu. Jedno krótkie zdanie ” Jestem w ciąży” burzy we mnie całą psychiczną stabilizacje. I za każdym razem sobie myślę ile jeszcze razy to usłyszę, za min ja będę mogła wypowiedzieć to zdanie.