Miesięczne archiwum: Lipiec 2016

W poszukiwaniu nadziei

Jak tu się odciąć od niepłodności ?? No jak się pytam ??
Dwa tygodnie temu dostałam w twarz informacją, że mój brat zostanie ojcem. Brat, który ma 22 lata i za dwa miesiące bierze ślub, na którym tak na marginesie jestem świadkową. To już chyba dla mnie za dużo.
Znowu mój mały, kruchy poukładany spokój się skończył. Ja pieprze…..Jak to przytłacza, jak boli.
Moja mądra mama, poinformowała mnie o tym przed moim przyjazdem do rodzinnego domu. Dobrze wiedziała co robi. Chyba godzinę przepłakałam w łazience.
Paradoks tej sytuacji jest taki, że oni nic nie wiedzą o naszym problemie. I jak to młodzi, niedoświadczenie, przyszli rodzice ze wszystkim dzwonią do mnie. Na pewno nie muszę wam pisać jak to jest słuchać, o dolegliwościach wczesnej ciąży, kiedy dałabyś wszystko żeby móc to przeżywać.
Staram się nabierać do tego dystansu, jednak kiepsko mi to idzie. Robię dobrą minę, a w środku małe igiełki kłują moje serce. Tak mi żal, tak bardzo mi żal…

W tym cyklu poczyniliśmy z Panem Mężem bardzo intensywne starania :). On bardzo wierzy, że może nam się udać naturalnie. Ja mam do tego sceptyczne podejście. No ale cóż spróbować nie zaszkodzi. Dzisiaj jest 28 dzień cyklu, a mnie jakoś od 22 pobolewa znajomo brzuch zwiastując raczej nieuniknione. Trochę mnie to zaczęło zastanawiać bo nigdy tak szybko nie bolało. I chyba z własnej naiwności i głupoty, a raczej na dobicie zrobiłam przed chwilą test. Sama siebie pytam: Po co?? Przecież z góry wiedziałam jaki będzie wynik.
Chciałam się łudzić, że może jednak, że tak z zaskoczenia, że skoro mój brat, to może tak do pary. Jaka ja jestem głupia.
Z robienia testów zrezygnowałam już dawno. Stwierdziłam, że fundowanie sobie widoku tej wstrętnej jednej kreski jest zbędne. Co mnie podkusiło?? Teraz mi jeszcze gorzej. A brzuch jak bolał tak boli ):

Ostatnio mam kryzys wiary w to że się uda. Wszyscy mi powtarzają, że będzie dobrze, że trzeba czasu. A jak nie będzie ??? Jak się nie uda??
Nie mam planu, na to co będzie jak się nie uda. Może to świadczy o tym, że moja podświadomość nie dopuszcza innej opcji,a może strach przed porażką nie pozwala na plan B. Przecież ja zawsze mam plan B!!
Jestem tym zmęczona.
Zmęczona walką o to co inni mają na wyciągniecie ręki.

Ja kontra reszta świata

Długo mnie nie było i jakoś nie mogłam zebrać się do tego wpisu. Może dlatego, że nie koniecznie chcę sama przed sobą przyznać się do pewnych przemyśleń.

Urlop był cudowny. Słońce, błogie lenistwo, cudne drinki i zero myślenia na ciężkie tematy. Takie wakacje od wszystkiego. Nawet nie wiecie jak było mi to potrzebne. Chociaż przez krótką chwilę moje życie nie kręciło się wokół ciąż, dzieci, porodów i tej cholernej niepłodności. Zapomniałam – naprawdę zapomniałam, o naszym problemie. Zgodnie z założeniem nie czytałam blogów, nie śledziłam for. Nie było tematu. Ja, Pan Mąż i cudowna Kreta.
Jednak dziesięć dni minęło o wiele za szybko. Później była wizyta u teściów i u mojej mamy. Siłą rzeczy nie minęły nas rozmowy na temat dalszych planów i analizy zaistniałej sytuacji po raz setny. Ok – wiem oni też to przeżywają, każdy na swój sposób. Tylko ja już nie mam ochoty ani siły po raz kolejny analizować tego od początku. Co to da?? Trudno – jakoś to przeżyłam.
Powrót do pracy też nie okazał się łatwy. Kolejna koleżanka w ciąży. No ja pieprze….masakra……wszystkie postanowiły być nagle w ciąży. Nie żebym się nie cieszyła..ale…
Tak, tak – jestem twarda,dam rade. Kto jak nie ty??? Właśnie… A dlaczego ja???
Po powrocie zaczęłam też nadrabiać zaległości blogowe. I aż serce boli. Kolejne porażki.
Kochane staraczki tak mocno trzymałam za was kciuki, tak mocno wierzyłam że wam się uda. Głęboko jednak wierzę, że dla Was też zaświecie słońce.

Aktualnie popadłam w stan zawieszenia. Odsunęłam się od problemu. Przestawiłam go na dalszy plan. Wróciłam do normalnego życia. Bez rozmyślania o plemnikach, dniach płodnych, procedurach in vitro. Dobrze mi bez tego. Tak lekko. Wiem,że w niczym mi to nie pomoże.

Powoli zbliża się czas, podejścia numer dwa. Na samą myśl mam dreszcze. Moje życie znowu stanie do góry nogami. Będziemy żyć od wizyty do wizyty, od badania do badania. Będziemy rozmawiać na temat wielkości jajeczek i jakości zarodków.
Czuje, że będzie gorzej niż za pierwszym razem. Teraz podejdę do tego bogatsza o doświadczenie. Wiem,że będzie mnie to kosztowało o wiele więcej stresu i strachu.
Z drugiej jednak strony nie robienie niczego, jest czekaniem na cud. A jeśli nie nastąpi??
Ja chcę tego dziecka, chcę go bardzo. Żal, że nie mogę go mieć od tak po prostu chyba będzie mi towarzyszył do końca życia.
Bardzo często spotykam się w mojej pracy z kobietami którym się udało. ( nigdy nie zwracałam uwagi na to, że jest ich tak dużo) Pozwala mi to żyć nadzieją. Daje to namacalny dowód, że to in vitro działa.
Wiem, że moja historia nie jest długa. W moim świecie tak sytuacja wydaje się jednak trwać wiecznie. I mało tego cały czas stoi pod znakiem zapytania. Nikt nie gwarantuje szczęśliwego zakończenia.

Aktualnie więc korzystam z tego że życie toczy się samo i że moja głowa jest wolna.