Ciąg dalszy

No cóż ciąg dalszy musi nastąpić………….
Myślę że to dobry moment na podsumowanie procedury numer jeden.
Zacznijmy od tego iż z perspektywy czasu wiem, że podeszłam do tego bardzo naiwnie. Nie brałam pod uwagę opcji niepowodzenia.
Dlaczego miałoby się nie udać?? Przecież problem nie tkwił we mnie tylko w plemnikach. Jak podadzą mi zarodek to na pewno znajdzie sobie miejsce w mojej super macicy. O ja naiwna !!!!!!!
W ogóle nie brałam pod uwagę faktu, że zarodki mogą się źle dzielić, że nie będziemy mieli mrozaczków. Widziałam wszystko na różowo, po postu miało się udać i już.
Myślę, że wiele z nas ma podobne nadzieje podchodząc do in vitro.
Straszne jest to ile nas po drodze może zdziwić, ile rozczarować zanim nawet pogrąży nas kiepska beta.
Pan Mąż powiedział, że następnym razem będziemy mądrzejsi o doświadczenie. Tylko ile nam to pomoże??
Na ile tak na prawdę mieliśmy wpływ na powodzenie???

Jak pewnie pamiętacie podchodziliśmy do procedury komercyjnie. Oto jakie ponieśliśmy koszty:
- badania nasienia – 300 zł
- badania genetyczne – 1300 zł
- wizyty u gina – 1170
- badania laboratoryjne – 1470
- wizyty u innych specjalistów – 400 zł
- leki – 1000 zł
- in vitro – 5700
Razem 11440 zł
Powiem tak, to jest jakaś masakra.
Do drugiej procedury zamierzamy podejść we wrześniu. Mam nadzieje,że nie cofną refundacji leków, bo nawet nie chce mi się myśleć jakie to wtedy będą koszty.
Fakt, że odpadną nam np. badania genetyczne, no ale to i tak jest masa pieniędzy.
Zastanawiamy się też nad zmianą kliniki. Mam małe zastrzeżenia do tej w której się leczymy. Największe to chyba to, że nikt nam nie zaproponował IMSI, przy tak kiepskich parametrach nasienia. Do końca jeszcze nie podjęliśmy decyzji mamy jeszcze trochę czasu.

Postanowiliśmy odpocząć trochę od in vitro, wrócić do normalnego rytmu.
Zaczęliśmy planować urlop. W tym roku mamy dość szybko, bo w drugiej połowie czerwca. Pan Mąż uparł się na Makarską – a niech będzie. Byle daleko, byle słońce i byle odpocząć.
W związku z powyższym postanowiłam zadbać o swoją figurę. Co prawda nie ucierpiała za bardzo przy okazji procedury, ale przydało by się zrzucić kilka kilo :). Zamówiłam sobie dzisiaj płytę Chodakowskiej oraz plan posiłków na kilka tygodni. Do urlopu powinnam się wyrobić :)

Dzisiaj idę na pierwszy dyżur. Bardzo się boję jak dam sobie radę ze swoimi emocjami, które nie ma co ukrywać nie są jeszcze ustabilizowane (okresu brak). Jestem jeszcze płaczliwa, nerwowa i smutna.
Siedzenie w domu niczego jednak nie zmieni, muszę się z tym zmierzyć i koniec. Przecież lubię swoją pracę. Dam radę nie mam wyboru, najwyżej jutro trochę sobie popłaczę ):

Muszę być silna…………

Jedna myśl nt. „Ciąg dalszy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>