Archiwa tagu: badania

Powrót demonów

Coraz bliżej terminu badań, coraz bliżej…, a we mnie coraz większy strach, większy bunt, niecierpliwość.
Kłębi się we mnie bardzo dużo emocji – dobrych, złych. Oczywiście więcej jest tych złych.
Nie chcę się nad sobą użalać. Myślałam że przeszłam już wszystkie etap żałoby, że jestem pogodzona i zadomowiona z problemem.
Nie cierpię jak mnie to dopada. Jestem wtedy taka krucha, słaba i bezbronna. Pochłonięta w otchłani znaków zapytania. Za dużo tych niewiadomych.
Ja lubię mieć plan, lubię panować nad sytuacją. A tutaj nic nie jest zależne ode mnie.
Brak mi energii, dopadł mnie jakiś paraliż. Do wszystkiego muszę się zmuszać, na nic nie mam ochoty. Nic nie sprawia mi radości.
I do tego tak strasznie się boję. Boję się tego co będzie, boję się że się nie uda.

Głaszczę się po brzuchu jak opętana, z nadzieją że ktoś tam zamieszka.

Czekanie, oczekiwanie, wyczekiwanie…………

Mam wrażenie, że jak do tej pory tylko czekam. Na wyniki badań, na konsultacje, na terminy.
Jaką to budzi we mnie frustracje, potęguje lęki. Wiadomo jak to jest im więcej masz czasu do jakiegoś wydarzenia, tym w głowie układa się więcej możliwych scenariuszy(niekoniecznie tych dobrych).
W czwartek mam wizytę u gina. Mam już całą potrzebną tonę badań. Dzięki Bogu wszystkie wyszły ok, więc spodziewam się usłyszeć same konkrety. Od kiedy co i jak :)
Jak już wspominałam jestem położną i pracuje w szpitalu w systemie zmianowym, więc dla dobra swojego i „moich” pacjentów postanowiłam na czas stymulacji wziąć zwolnienie. Nie wiem czy to przysłuży się mojemu zdrowiu psychicznemu, ale wolałabym jednak ten czas spędzić w domu.
Zapobiegliwie ułożyłam sobie listę spraw do zrobienia. Takie tam generalne porządki, przesadzanie kwiatków, nadrabianie zaległości w literaturze itp. Na pewno będę też więcej pisać i na bieżąco śledzić losy innych „staraczek”.
To zabawne, że człowiek nie zdaje sobie sprawy ile ludzi zmaga się z danym problemem do czasu aż sam zaczyna się z nim zmagać. Co jakiś czas trafiam na nowy blog, na inna historię, inne zmagania, doświadczenia. Myślę, że my kobiety jesteśmy niesamowite. A to jak potrafimy się wspierać, podtrzymywać się na duchu, wymieniać doświadczeniami!!!!!
Czytanie tych wszystkich blogów pozwoliło mi „oswoić” się z tym tematem od praktycznej strony.
Dziękuję wszystkim BLOGERKOM:)

Początek

Łzy – taki był początek. Czarna rozpacz i poczucie niesprawiedliwości.
Nadzieja, że to błąd laboratorium, że to wcale nie prawda, że zły sen.
Niestety.
Pan Mąż – niepłodność pierwotna.
Machina ruszyła.
Mój ginekolog – inseminacja to w Państwa przypadku sztuka dla sztuki. Proszę poszukać dobrej Kliniki Leczenia Niepłodności.
IN VITRO.
W tym miejscu muszę się przyznać, że jestem położna (w zaistniałej sytuacji to wcale nic dobrego – o tym może innym razem) więc wiedziałam co mnie będzie czekało……. Ok bzdura. Gówno wiedziałam. Podręcznik podręcznikiem, a strach przed kolejnym wynikiem swoją drogą.
Aktualnie sytuacja przedstawia się następująco.
Jesteśmy na etapie kwalifikacji do procedury in vitro. Dla nie wtajemniczonych robimy setki badań (jeszcze nigdy się tak nie diagnozowałam ). Będę stymulowana długim protokołem więc aktualnie biorę tabletki antykoncepcyjne, dokładnie dzisiaj 6. Masakra.
Do tej pory badania które przeszłam:
- kariotyp, mutacje CFTR (wyszły ok)
- AMH (8,21)
- TSH (konsultacja u endokrynologa)
- badanie USG piesi (konsultacja u onkologa)
- estadiol, prolaktyna, FSH (ok)
- wymaz z szyjki Chlamydia (ok)
- cytologia (ok)
Nie będę pisać o badaniach które przede mną, bo to jakaś maskara. Dobrze chociaż, że wszystkie są z krwi, więc jedna wizyta w laboratorium załatwi sprawę.
Co ważne IN VITRO robimy komercyjnie, „łapiemy się” na dofinansowanie do leków.
OK myślę, że jak na pierwszy raz wystarczy.
ps. Mam świadomość, że ten wpis może być trochę chaotyczny i bez składu. Nigdy nie prowadziłam Bloga:). Może z czasem jakoś się poprawie.
ps1. Ja nawet nie wiem czy ktoś to będzie czytał