Archiwa tagu: emocje

Powrót demonów

Coraz bliżej terminu badań, coraz bliżej…, a we mnie coraz większy strach, większy bunt, niecierpliwość.
Kłębi się we mnie bardzo dużo emocji – dobrych, złych. Oczywiście więcej jest tych złych.
Nie chcę się nad sobą użalać. Myślałam że przeszłam już wszystkie etap żałoby, że jestem pogodzona i zadomowiona z problemem.
Nie cierpię jak mnie to dopada. Jestem wtedy taka krucha, słaba i bezbronna. Pochłonięta w otchłani znaków zapytania. Za dużo tych niewiadomych.
Ja lubię mieć plan, lubię panować nad sytuacją. A tutaj nic nie jest zależne ode mnie.
Brak mi energii, dopadł mnie jakiś paraliż. Do wszystkiego muszę się zmuszać, na nic nie mam ochoty. Nic nie sprawia mi radości.
I do tego tak strasznie się boję. Boję się tego co będzie, boję się że się nie uda.

Głaszczę się po brzuchu jak opętana, z nadzieją że ktoś tam zamieszka.

Poplątane emocje

Sama nie wiem od czego zacząć, bo to wszystko jakieś takie dziwne.
Może zacznę od tego,że wypad nad morze zaliczam do udanych :). Pogoda może nie była za rewelacyjna, ale przynajmniej nie padało :). Spędziliśmy czas na długich spacerach i rozmowach.
Oczywiście wszędzie pełno rodzinek z małymi dziećmi i babeczek w ciąży – o zgrozo!
Kiedy siedzieliśmy z Panem Mężem na popołudniowej kawce wywiązała się między nami rozmowa na temat posiadania dziecka. Tak bardzo go chcemy, a tak mało rozmawiamy na temat tego jak bardzo zmieni się nasze życie kiedy ono się wreszcie pojawi. Jak bardzo nasz poukładany świat wywróci się do góry nogami.
Jesteśmy ze sobą prawie jedenaście lat i zawsze tylko we dwoje. Może nie prowadzimy jakiegoś super rozrywkowego życia, ale nie mamy też żadnych ograniczeń. Generalnie robimy co chcemy i kiedy chcemy. Nie musimy się z nikim liczyć i za nikogo być odpowiedzialnym. Kurcze takie to ciężkie do ogarnięcia głową, że będziemy kiedyś w trójkę, a może nawet w czwórkę.
Wiem, że to dziwne patrząc na to przez pryzmat sytuacji w jakiej się znajdujemy. Mamy problem z poczęciem, a ja się rozwodzę nad tym jak to będzie kiedy nam się uda. Powinnam się skupić na tym, żeby się nam udało, a nie obawiać się tego co będzie jak nam się uda.
Nawiązując jednak do tytułu postu ostanie kilka dni jest dla mnie jakieś wyjątkowo ciężkie. W mojej głowie kłębi się tyle niepoukładanych myśli a w sercu tyle sprzecznych emocji.
Dwa dni temu dowiedziałam się o kolejnej ciąży, tym razem w rodzinie Pana Męża. Może to wywołało ten cały bałagan myśli, a może dołożyło tylko ognia do pieca. Trudno mi to osądzić.
Jestem strasznie rozdrażniona, zła i smutna. Nie muszę chyba pisać na kim się to odbija. W pracy nie mogę sobie pozwolić na uwolnienie tych emocji, więc wszystko wychodzi ze mnie w domu. Niestety skutkuje to napiętą atmosferą. Nie mogę sobie z tym porodzić, wszystko mnie irytuje żeby nie napisać dosadniej..
Pan Mąż jest generalnie skupiony na zbliżającym się urlopie i ciężko z nim porozmawiać ja jakiś inny temat. Nie mogę go za to winić. Jest zmęczony i po prostu chce odpocząć.
Ja chyba pierwszy raz w życiu jakoś nie podzielam jego euforii. Przytłacza mnie ogrom rzeczy jakie muszę ogarnąć do wyjazdu (zostało niecałe dwa tygodnie). Nawet zakupy, na które muszę się wybrać nie poprawiają mi nastroju.
Chciałabym poczuć tą lekkość, beztroskę i podekscytowanie. Zamiast tego męczy mnie żal, ogromne poczucie niesprawiedliwości i ta piepszona złość.
W moim otoczeniu uchodzę za bardzo silną osobę. Wszystkie koleżanki nie mogą wyjść z podziwu jak dobrze radę sobie z tą sytuacją. A ja mam czasami wrażenie, że wcale sobie nie radzę. Wystarczy jedno zdanie o kolejnej ciąży w otoczeniu, a ja rozpadam się na kawałki i chodzę kilka dni do tyłu. Jedno krótkie zdanie ” Jestem w ciąży” burzy we mnie całą psychiczną stabilizacje. I za każdym razem sobie myślę ile jeszcze razy to usłyszę, za min ja będę mogła wypowiedzieć to zdanie.