Archiwa tagu: IMSI

Zamieszanie w głowie

Długo nie pisałam. Z założenia mój blog miał być o in vitro. W tej sprawie nie działo się nic od ostatniego wpisu. Tłumaczy to więc brak postów.

W poniedziałek o 14.30 mamy wizytę, na której poznamy wyniki jednego z badań ( MSOME-6600) i gin na tej podstawie mniej więcej będzie mógł powiedzieć co dalej. Na wynik drugiego badania trzeba czekać około 4 tygodni, więc jeszcze trochę na niego poczekamy.

Strasznie się boję tej wizyty. W mojej głowie wiąże się ona z wyrokiem. Nie umiem inaczej do tego podejść. Paraliżuje mnie to co mogę usłyszeć. I moja intuicja podpowiada mi, że raczej to usłyszę.
Od tygodnia nie mogę znaleźć sobie miejsca. Próbuje zająć się czymkolwiek, żeby tylko nie myśleć. Czytam, oglądam głupie seriale, sprzątam. Niestety to na nic. Myśli mimowolnie wracają do PROBLEMU.
Jednym lekiem paradoksalnie jest praca. Tylko tam nie mam czasu na to żeby się nad sobą użalać. Śmieszne to, bo przecież pracuje z ciężarnymi :) Tak mnie jednak pochłania opieka nad rodzącymi, że zupełnie odcinam się od moich udręk.
Chociaż czasem kiedy przyjmuje pacjentkę po IVF pojawia się ukłucie zazdrości w sercu, które zaraz ustępuje miejsca radości, że są ludzie którym się udaje.

Tyle myśli kłębi się w mojej głowie.
Co jeśli okaże się, że nasienie jest za słabe ??
Co jeśli pozostanie nam tylko opcja nasienia dawcy ??
Czy ja to wszystko wytrzymam ??
Ile mogę znieść ??
Jak długo będę „twarda” ??

Masakra. Wiem, że się nad sobą użalam. Przez ostatni czas nie potrafię inaczej. Tak dużo się we mnie dzieje, tak dużo emocji we mnie buzuje. Najgorsze, że jakoś z nikim nie chce mi się o tym rozmawiać (nawet z Panem Mężem). Mam wrażenie, że nasze rozmowy stają się czasami tak monotematyczne. Ile razy w kółko można to wałkować.
Pewnie nie jest to dobre rozwiązanie, ale cóż.
Na tą chwilę nie potrafię inaczej…..

Kolejny początek

Długo mnie nie było.
Cóż w moim życiu nie działo się nic ciekawego – praca, dom i tak do znudzenia.

Wczoraj byliśmy na pierwszej wizycie w nowej Klinice. Tym razem zdecydowaliśmy się na Invimed.
Czy jest to dobry wybór okaże się z czasem. Pierwsze wrażenie jak najbardziej pozytywne.
Lekarz na którego się zdecydowaliśmy też wydaje się być sensowny (dobre opinie w internecie ). Widać, że wie o czym mówi. Wzbudził moje zaufanie. Mam nadzieje, że go nie zawiedzie :)
Wczoraj odebraliśmy też najświeższe badania Pana Męża. Niestety suplementacja na nic się nie zdała. Wyniki jakie były beznadziejne takie są.
Diagnoza: OLIGOASTHENOTERATOZOOSPERMIA – po Polsku – plemników mało, o złej budowie i małej ruchliwości. Jednym słowem dramat ):.
Pan Mąż załamany jego czteromiesięczna kuracja suplami nic nie dała. Zawód w jego oczach łamał mi serce.
Lekarz patrząc na te wyniki powiedział, że nie dziwi go marna jakość zarodków z poprzedniego podejścia. I tym razem proponuje nam IMSI ( tego się spodziewałam).
Zalecił Panu Mężowi dodatkowe badania nasienia metodą MSOME-6600 oraz SCD. Te badania mają za zadanie sprawdzić fragmentację DNA plemnika oraz dokładnie sprawdzić ich budowę.
Jak powiedział gin, może się okazać, że plemniki Pana Męża nie będą się nadawały nawet do in vitro.
Jak na razie nawet nie chcę o tym myśleć.
Zalecił mu suplementację Profertilem i w połowie października ma zrobić te badania.
Jeśli chodzi o mnie to ja też dostałam receptę na suple : koenzym Q 10, witamina E oraz Actifolin. Już zapowiedział, że tym razem zastosujemy krótki protokół z antagonistą. Muszę coś poczytać na ten temat, bo jestem kompletnie zielona.

Machina ruszyła po raz drugi. Czekając na wizytę przypomniałam sobie wszystkie emocje z poprzedniego razu. Pamiętam ten entuzjazm, nadzieje i tą pewność, że się uda. Teraz jest zupełnie inaczej. Coś w środku mnie głośno krzyczy, że się nie uda. Moja intuicja podpowiada mi, że nie jest nam dane zostać rodzicami.
To jest takie okropne. Nie potrafię wyrzucić tego z głowy. Tym bardziej, że prognozy nie są optymistyczne.

Pan Mąż delikatnie podjął temat dawcy nasienia. Jak na razie nie ma we mnie na to zgody. Uważam, że za mało jeszcze zrobiliśmy, za mało próbowaliśmy. Wychodzi na to, że mam z tym większy problem niż on. Paradoksalnie powinno być inaczej.

W głowie wojna.
Mam poczucie, że to znowu mnie pochłania.
Moje życie znowu się będzie toczyć zgodnie z założonym harmonogramem.
Wiem, że muszę to wziąć na klatę, nie mam innego wyjścia. Boję się tylko, że tym razem nie będę już miała tyle siły.
Nie chcę, żeby moje życie zostało znowu sparaliżowane na kilka miesięcy !!!!!