Archiwa tagu: położna

Trochę o mnie……..

Na dworze iście brytyjska pogoda. Jakoś tak za nic nie mogę się wziąć, kompletna niemoc :). Na dodatek wczorajszy dyżur nieźle dał mi w kość ( ilość urodzeń na moim Bloku Porodowym ni jak się ma do niżu demograficznego).
Korzystając więc z wolnej chwili postanowiłam napisać trochę o mnie.
W tym roku kończę magiczne 30 lat. Od prawe 6 lat jestem szczęśliwą mężatką. Od 3 lat pracuje w miejscu moich marzeń, czyli na Bloku Porodowym. Do szczęścia brakuje tylko jednego…..
Jak wynika z powyższego mężatką zostałam dość szybko :), nie w głowie mi było wtedy macierzyństwo. Moje życie koncentrowało się wtedy na moim Mężu, studiach, przyszłej karierze oraz przyjemnościach :)
Zostanie mamą w tamtym czasie budziło we mnie bunt. Stereotyp matki polki, nigdy do mnie nie pasował. Uważam się raczej za jedna z wyzwolonych kobiet….równouprawnienie i te sprawy…:) Wszystkim powtarzałam, ze na dziecko to ja mam jeszcze czas. Trwało to dość długo, a wiecie jak to jest w rodzinie. Porządek musi być, był ślub to musi być dziecko. Pytania powtarzały się przy każdej nadarzającej się okazji, co budziło we mnie nie małą irytacje.
Wszystko zaczęło się zmieniać od czasu podjęcia pracy w szpitalu. Patrzyłam na matki tulące nowo narodzone dzieciaczki i złapałam się na tym, że w mojej głowie tworzy się wyobrażenie mojego małego cudu :)
Pewnego dnia gotując obiad :) doszło do mnie, że w środku gdzieś tam jest jakaś pustka, wolne miejsce….
Oświadczyłam Panu Mężowi CHCE MIEĆ DZIECKO…. Nawet nie wyobrażacie sobie jego miny…ja zatwardziały przeciwnik macierzyństwa….haha.. Sama nie wiem, to tak po prostu zaskoczyło… Przyszedł dzień… i bam…chcę być mamą. Nie mam pojęcia czy to fenomen hormonów, wieku, a może głęboka potrzeba…
Starania zaczęliśmy od razu :) Najgorsza była pierwsza niechciana miesiączka, pierwsze rozczarowanie, przepłakany cały dzień. Wiedziałam, że to przecież nic strasznego znam statystyki, przecież jestem położną, wiem jak to wszystko funkcjonuje. Potem była jeszcze jedna i jeszcze jedna i jeszcze większy płacz.
Moja intuicja (a może niecierpliwość???) podpowiadały mi, że coś jest na rzeczy. Poszłam więc do gina, który uśmiechnął się pod nosem słysząc, że staramy się kilka miesięcy, a ja się denerwuje…..
Zrobiliśmy badania kontrolne i wyszło…….. Pan Mąż miał dramatyczne wyniki nasienia…….
Resztę już znacie….
Taka moja droga może nie długa, ale dla mnie trudna, nieoczekiwana, stresująca…