Archiwa tagu: stymulacja

Z pamiętnika hodowcy dzień dziewiąty

Wczoraj byłam na wizycie u gina.
Mam dwanaście komórek średnio 8-9 mm, estradiol na poziomie 323.
Ginka powiedziała, że od ostatniego razu dość szybko urósł mi estradiol, więc jest możliwość, że od poniedziałku zmniejszy mi dawkę (w poniedziałek następna wizyta), jak na razie dalej mam 150 j.
Pożaliłam się jej na bóle głowy i dokuczające mi już jajniki.
W tym miejscu muszę napisać dwa słowa o mojej gin. Jest dobrym specjalistą, ale empatii w niej zero. Chłodna w kontaktach, nie wychodząca poza skorupę sztywnych relacji.
Wracając do moich żali, stwierdziła, że bóle głowy powinny mi za chwilę minąć, a ból jajników jest w mojej głowie, bo to za wcześnie żeby mnie coś bolało. No kur….. chyba ja wiem, czy coś mnie boli czy nie. Masakra. Żeby tego było mało to powiedziała, że nie wypisze mi zwolnienia, bo stymulacja to nie choroba. Kur… a to że przez ból głowy zdarza mi się wymiotować to przecież w pracy nie przeszkadza. Dajcie spokój. Podsumowując – zwolnienie mi wypisze od punkcji. Co za tym idzie jestem zmuszona wziąć w pracy parę dni urlopu. Łaski bez niech mnie w nos ugryzie :)

Jak wspomniałam wyżej dają mi się we znaki jajniki. Nie wiem jak ja to wytrzymam do piątku. Przecież one jeszcze sporo urosną :) Jak chodzę to już czuje jakbym miała dwie kulki w brzuchu :) NO i te bóle głowy…. Codziennie rano wstaje czując się jak na kacu. Pocieszam się, że to jeszcze tylko kilka dni i mam nadzieje że będzie lepiej.

Stymulacja – początek

Sernik w piekarniku :),a więc mogę nadrobić zaległości w pisaniu :)
Dzisiaj byłam u mojej gin. Rano badanie estradiolu i LH, a później wizyta.
Wyniki w normie :), w USG wszystko ok.
Zaczynamy stymulacje. Jak na razie 75 j.m. Puregonu do poniedziałku, we wtorek kolejna wizyta :)
Odbył się więc dzisiaj pierwszy inauguracyjny „zastrzyk” w obecności Pana Męża, który jak tylko zobaczył do tego zestaw to się spocił (biedny on – zawsze bał się takich rzeczy :) ). Z racji mojej profesji nie stanowiło to dla mnie większego problemu. Bach, bach i po sprawie.

Jak już pisałam wcześniej od poniedziałku przebywam na zwolnieniu. I zamiast słodkiego lenistwa opanował mnie szał sprzątania. Nie wiem czy to wiosna, czy mechanizm obronny przed rozczulaniem się nad sobą, ale nic tylko latam ze ścierką :) – przynajmniej jakiś pożytek :). Ale żeby nie było za różowo „hormonalna menopauza” daje o sobie znać. Najgorsze są uderzenia gorąca – koszmar. Siedzisz sobie a tu nagle jak na ceremonii w saunie. Fala idzie od dołu do góry. :) Masakra. Na szczęście trwa to krótko, więc jakoś da się znieść:)
Psychicznie jest ok :) Taka jakaś spokojna jestem, wyciszona. Jednak bez przesadnego optymizmu. Nie chcę się na nic nastawiać. Staram się myśleć, że to na co miałam wpływ zrobiłam, a reszta zależy od losu. Ok może inaczej, boję się nastawiać na cokolwiek. Boję się rozczarowania. Obrałam więc taktykę małych kroków. Powolutku dzień po dniu. Bez dalekiego patrzenia w przyszłość.

Jest plan !!!!

Wczoraj odbyła się dłłłłuugggooo wyczekiwana wizyta kwalifikująca. Nieuzasadniony dla mnie stres towarzyszył mi cały dzień, czego efektem było na błysk wysprzątane mieszkanie :)
No dobrze ale przejdźmy do konkretów.
Wszystkie badania z Panem Mężem mieliśmy ok. Poza dwiema konsultacjami: endokrynologiczną oraz onkologiczną.
U endokrynologa bez zawirowań, Pan Profesor stwierdził, że nie może się czepiać mojej tarczycy.(sympatyczny starszy Pań, który stwierdził, że dzisiejszy lekarze to już nie mają się czego czepiać, a ginekolodzy to już w ogóle masakra).
Onkologa musiałam odwiedzić, ze względu na dużą torbiel w lewej piersi. Pan onkolog stwierdził, że to pewnie nic poważnego, ale dla mojego spokoju zrobimy punkcje. No i tu wyszło moje „medyczne przeczulenie”
pewnie nie ma takiego zwrotu – ale jakoś tak mi to pasuje do sytuacji.I pomimo tego, że Pan doktor nie nalegał pozyskany z punkcji materiał wysłałam do badania histopatologicznego.
O zgrozo, bo jak się później okazało u mojej gin bez tego nieszczęsnego wyniku nie możemy rozpocząć stymulacji. Na szczęście moja kochana koleżanka postara się o wynik na cito, więc sytuacja uratowana. UFFFff:)
Plan przedstawia się następująco:
– 14 marca zastrzyk domięśniowy z Diphereline 3mg (ze względu na moje wysokie AMH) moja gin zdecydowała mnie wyciszyć tym jedną iniekcją (niestety lek nierefundowany)
– 25 marca rano badanie poziomu FSH i estradiolu o 14.00 wizyta (stymulowana chyba beEdę Puregonem??? )
– planowana punkcja 8 kwiecień :)
Wszystko więc wskazuje na to, że moje jajeczka zaczną rosnąć w Święta Wielkanocne :), taki zabawny zbieg okoliczności :)

Czekanie, oczekiwanie, wyczekiwanie…………

Mam wrażenie, że jak do tej pory tylko czekam. Na wyniki badań, na konsultacje, na terminy.
Jaką to budzi we mnie frustracje, potęguje lęki. Wiadomo jak to jest im więcej masz czasu do jakiegoś wydarzenia, tym w głowie układa się więcej możliwych scenariuszy(niekoniecznie tych dobrych).
W czwartek mam wizytę u gina. Mam już całą potrzebną tonę badań. Dzięki Bogu wszystkie wyszły ok, więc spodziewam się usłyszeć same konkrety. Od kiedy co i jak :)
Jak już wspominałam jestem położną i pracuje w szpitalu w systemie zmianowym, więc dla dobra swojego i „moich” pacjentów postanowiłam na czas stymulacji wziąć zwolnienie. Nie wiem czy to przysłuży się mojemu zdrowiu psychicznemu, ale wolałabym jednak ten czas spędzić w domu.
Zapobiegliwie ułożyłam sobie listę spraw do zrobienia. Takie tam generalne porządki, przesadzanie kwiatków, nadrabianie zaległości w literaturze itp. Na pewno będę też więcej pisać i na bieżąco śledzić losy innych „staraczek”.
To zabawne, że człowiek nie zdaje sobie sprawy ile ludzi zmaga się z danym problemem do czasu aż sam zaczyna się z nim zmagać. Co jakiś czas trafiam na nowy blog, na inna historię, inne zmagania, doświadczenia. Myślę, że my kobiety jesteśmy niesamowite. A to jak potrafimy się wspierać, podtrzymywać się na duchu, wymieniać doświadczeniami!!!!!
Czytanie tych wszystkich blogów pozwoliło mi „oswoić” się z tym tematem od praktycznej strony.
Dziękuję wszystkim BLOGERKOM:)