Archiwa tagu: urlop

Wyczekane wakacje

Wczoraj w końcu podjęliśmy decyzję – w niedziele lecimy na Krete :) Nareszcie……..wakacje……..

Po ostatnim zawirowaniu zbierałam się kilka dni. Kurczę za każdym razem potrzeba mi więcej czasu, żeby się doprowadzić do porządku. Myślę, że pomógł mi w tym nawał pracy i mała alkoholizacja z koleżanką :)
Wszystko jest dobre, żeby odpędzić od siebie złe myśli.

Przez te ostanie przygnębienie zapomniałam napisać, że miesiączka przyszła jak w zegarku. Czekałam na nią, wiedziałam, że przyjdzie. Nie było łez, rozczarowania, dramatu. Założyłam sobie że na pewno nie jestem w ciąży. Między nami – nie za bardzo wierzę w cudowne, naturalne poczęcie. Jest mi z tym dobrze. To taka moja strefa komfortu, bariera bezpieczeństwa. Nie nastawiam się na nic. I tak mi jest dobrze. Nie ma zaglądania w majtki, wsłuchiwania się w siebie w poszukiwaniu najmniejszych objawów.
Pan Mąż nie jest zadowolony z mojego podejścia. Trudno. Ja sobie w ten sposób radzę z tą sytuacją. On wierzy, wierzy, że się uda. I dobrze, niech wierzy za nas dwoje.
Czasami mam wyrzuty sumienia, że nie daje nam szansy. Z drugiej jednak strony uprawiamy seks w okresie owulacyjnym, więc to z mojej strony taka szansa :). Wiem głupie, te moje myślenie. Trudno. Taka już jestem, trochę pokręcona :)

Jutro dniówka, w sobotę nocka i w niedzielny wieczór startujemy. Matko jak ja nie lubię latać… Jakoś będę musiała to przeżyć. Cały czas będę myśleć o leżaku, plaży i dobrej książce. Już nie mogę się doczekać….
Jeszcze nie byłam w Grecji. Tym bardziej jestem ciekawa.
Mam nadzieje, że to będzie udany urlop.
Urlop od pracy, niepłodności, in vitro, od myślenia o dzieciach i ciąży.
Będę JA i ON.
Będzie tak jak gdyby nic innego nie miało znaczenia……..:)

Codzienność

Wczoraj minął miesiąc od transferu…….
Z jednej strony mam wrażenie, że to było lata świetlne temu, a z drugiej….powinnam się dzisiaj cieszyć pikającą kropeczką w obrazie USG.
Dopadło mnie wczoraj jakieś przygnębienie. Oglądałam głupi serial i oczywiście co…..babka zaskoczona, że jest w ciąży i to bliźniaczej. Łzy leciały po policzkach jak oszalałe. Płakałam pierwszy raz od ujemnej bety.
Na co dzień się jakoś trzymam. Uśmiecham się, staram się być „normalna”.
W pracy mam tyle zajęć, że nie mam czasu się zastanawiać nad niczym innym jak tylko praca :). Zresztą ciężarne, noworodki i cud narodzin to dla mnie chleb powszedni.
Widząc jednak na ulicach mamuśki z wózkami czuję jak małe igiełki zazdrości atakują moje serce. To takie wstrętne uczucie, nie chciałabym tak czuć. To nie jest w porządku. Z drugiej jednak strony nie jest w porządku, że ja z tym wózkiem nie mogę spacerować.
Jakie to wszystko jest ciężkie i pokręcone. Czasami sama nie ogarniam swoich emocji ani reakcji. Brakuje mi cierpliwości i tak dużo jest we mnie złości. Złości na wszystko i na wszystkich. Chociaż w środku wiem, że za moją sytuację nie mogę nikogo obwiniać.
Żal mam tylko do rządu, do tego zacofanego kraju za te wszystkie ograniczenia i stawianie dodatkowych przeszkód i barier. W czerwcu kończy się program rządowy, a z nim prawdopodobnie dofinansowanie do leków. I to się nazywa polityka prorodzinna – masakra. Jeszcze jak usłyszałam o projekcie zapładniania jednej komórki to myślałam, że mnie szlak trafi. Czy ci ludzie w ogóle mają pojęcie o IVF. To jest jakieś nieporozumienie. Ja przy zapłodnieniu 6 zostałam z niczym wydając przy tym furę pieniędzy. Nawet nie chcę sobie wizualizować sytuacji kiedy ta ustawa zostanie przegłosowana.
Zupełny brak wyobraźni – tak można określić to co się wyrabia w tym kraju.

Abstrahując od emocji, to może życie po powrocie do pracy toczy się jak zwykle w zawrotnym tempie, od dyżuru do dyżuru. Tydzień za tygodniem mija nawet nie wiem kiedy.
Zgodnie z założeniem wzięłam się za swoją figurę przed urlopem. Dieta i ćwiczenia z Chodakowską dają pierwsze efekty. Zaczęłam też przegląd letniej garderoby – no cóż jak zwykle – nie ma się w co ubrać :). Pierwsze letnie zakupy już za mną.
Do urlopu jeszcze miesiąc, więc powinnam się wyrobić :)

Trwam w oczekiwaniu na lepsze……………..