Archiwa tagu: zarodki

Po transferze dzień drugi

Dowiedziałam się dzisiaj, że moje trzy zarodki przestały się dzielić, więc nici z zimowiska ): . Nie będę udawać, że nie zrobiło to na mnie wrażenia. Zrobiło. W jednej chwili po prostu stałam się smutna. Do końca trzymałam za nie kciuki. Powtarzam sobie, że jakiś powód takiego stanu rzeczy musiał zaistnieć. Co nie zmienia faktu, że mi źle.
Do tej pory miałam w sobie (nawet boję się to napisać) taki wewnętrzny spokój, nawet małą radość, że jestem „trochę w ciąży”. Pan Mąż całuje brzuszek, rozmawia do bąbelków.
To wszystko staje się takie realne.
Boję się myśleć, że będzie dobrze. Nie chcę myśleć, że będzie źle.

Transfer

Siedzę sobie pod kocykiem i piszę – nie piszemy do was, ponieważ jest nas trójka. :)
Transfer odbył się bez żadnych komplikacji. Wyniki z laboratorium były na czas i wszystkie są ok. Nawet się nie przyznałam doktorkowi, że zrobiłam sobie też estradiol (2790 – jeszcze trochę wysoki)- tak dla własnej informacji. Przed transferem miałam robione USG, jajniki też w normie. Dla pewności w piątek znowu mam zrobić morfologię, estradiol i progesteron – dalej boją się hiperki.
Ok koniec tego wstępu, do rzeczy….
Przetransferowali mi dwa bąbelki jeden B8 i drugi B6. Doktorek powiedział, że mogło być lepiej ale tragedii nie ma. Zostały nam jeszcze 3 – C8, C6, C6. Dadzą im jeszcze szansę do 5 lub 6 doby. Mam nadzieje, że wezmą się do roboty i będą mogły iść na zimowisko. Doktorek powiedział, żebyśmy się nie nastawiali, ale kto ma w nie wierzyć jeśli nie mama :) Jejku jak to brzmi……MAMA
Jedyne co mnie zdziwiło to, to że transfer był bez kontroli USG. Położna powiedziała, że nie ma takiej konieczności. Dziwne !!!! Z drugiej jednak strony chyba wiedzą co robią. Nie mam wyboru jak tylko im zaufać.
Jedyne co mogę im zarzucić, to wprowadzenie mnie wczoraj w stan takiej paniki i lęku. Informacje przez telefon zostały mi przekazane w ten sposób, że myślałam – już po wszystkim. Ale dobra – to było wczoraj, nie ma sensu tego rozpamiętywać.
Dzisiaj jestem pełna optymizmu i taka dziwnie spokojna. Pan Mąż cały czas powtarza, że musi się udać, nie ma innej opcji. Śmiejemy się, że wesoło to nam będzie jak będziemy mieli dwójkę hehhe :)
Testujemy 19.04 i do tego czasu obiecałam, że żadnych testów sikańców itp

Kurcze jest wiosna, wszystko budzi się do życia, mam nadzieje, że moje żuczki też się będą budziły u mamy w brzuszku :)

A było tak dobrze…

Dzisiaj rano odebrałam telefon z kliniki z informacja, że ze względu na sytuację embriologiczną transfer odbędzie się jutro o godzinie 14.00. Rano mam zrobić morfologię, enzymy wątrobowe i stawić się do kliniki.
Z tego co zrozumiałam zostały na albo 2 albo jeden zarodek. (byłam w szoku)
Dzwonił sam kierownik kliniki, więc na moje pytania dotyczące szczegółów na temat zarodków nie potrafił odpowiedzieć. Powiedział, że embriolog jutro mi wszystko wyjaśni. Masakra.
Oczywiście po odłożeniu słuchawki płacz, płacz i jeszcze raz płacz. No kur…. co się stało, dlaczego zostało nam tak mało maleństw. Nie umiem się z tym pogodzić. Cały czas myślę o tym, że jak się nie uda to będę musiała wszystko przechodzić od początku.
A może ja po prostu byłam naiwna wierząc, że uda się za pierwszym razem???
Mam strasznego doła. Boję się, że jutro będzie jeszcze gorzej i maluszki nie dadzą rady.

Chyba do jutra oszaleje !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!